wtorek, 28 stycznia 2014

CHAPTER 4. CHINA. CHIŃSKIE AUTOMOBILE



Szaleństwo na ulicy trwa. Przejście przez ulicę to czasami stawka większa niż życie. Aż mi się ciśnie na język porównanie z Jumanji, tylko zamiast wszelakiej maści zwierząt pojawiają się automobile. Chińska ulica cechuje się pewnymi zasadami. Najważniejszą z nich jest: wiwat chaos! Moje pierwsze przejście na pasach (sic!) na zielonym świetle dla pieszych (sic!) przypłaciłam przyspieszonym rytmem serca, potem ściekającym na czoło oraz uczuciem: raz kozie śmierć. Ale z drugiej strony czym byłoby by życie bez dziennej dawki adrenaliny?

Początkowo może nas zszokować wygląd skrzyżowań. Z pozoru normalne, nierzucające się w oczy. Jednak po wnikliwej analizie dostrzegamy jeden zadziwiający element - światła. Otóż znajdują się one nie przed skrzyżowaniem, jak w naszym kraju, a ZA NIM (widać na pierwszym zdjęciu). Co więcej, zasada zielone - pomarańczowe - czerwone nie obowiązuje. Nigdy. Za to pomaga intuicja bądź podążanie za grupkami  Chińczyków bardziej wyczulonymi na zmienne nastroje kierowców. 

Pojazdów w Chinach jest co niemiara. Najwięcej - samochodów. Samochód to wyznacznik statusu, jednakże wygląda to troszkę inaczej niż u nas. Otóż samochody dzielą się na chińskie produkcje i produkcje zagraniczne. Zagraniczne - wiadomo lepsze. Co ciekawe, zgodnie z chińską kulturą, chłopak dopóki nie będzie miał prawa jazdy, mieszkania  i samochodu na własność właśnie, ma marne szanse na ożenek.

Megalomańskie marzenie z kraju - przejechać się rykszą. Mam nadzieję, że wkrótce się spełni!

Taksóweczki - oszustki. Nielegalne, aczkolwiek mega ubaw siedzieć w takiej.

Tradycyjnych rowerów nie jest za wiele, poruszają się nimi głównie studenci w obrębie kampusów, natomiast poza - rzadziej. Sądzę, że głównie ze względów bezpieczeństwa (patrz: chiński chaos na ulicach) oraz wygody.
Prawdziwy szanujący się Chińczyk jeździ takim oto wynalazkiem. Nie dość że cichy, sprawny, szybki, to jeszcze względnie tani w utrzymaniu. Żyć nie umierać!


Jak mówią mądrzy ludzie, im dalej w las, tym więcej drzew...

Dlatego też mojego faworyta zostawiłam sobie na koniec (pierwszy po prawej). Zwróćcie uwagę proszę na doskonałą dbałość o każdy detal w podrasowywaniu wyglądu swojego cacka.

Na koniec - chiński van. Czasem służy jako nielegalna taksówka (be aware) lub jako zwykły samochód dostawczy. Tak w ramach urozmaicenia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz