poniedziałek, 3 lutego 2014

CHAPTER 5. CHINA. NANKIN. VENI VIDI VICI - CHIŃSKI NOWY ROK KONIA


Witam w nowym roku Konia! Swoją drogą, zastanawialiście się może, czemu to święto, w oryginale 春节, nazywa się świętem wiosny? (春- chun - oznacza wiosnę, 节-jie - oznacza święto). Zapytałam się o to znajomych Chińczyków. Otóż wiosna jest to pojęcie nie tyle określające porę roku, co skupiające się na bardziej metaforycznym ujęciu - wiosna oznacza świeżość, powiew dobrych i nowych pomysłów, młodość itp. A że kultura chińska jest kulturą wysokiego kontekstu, czyli że metafory są na porządku dziennym, wiosna w zimie również się nadaje.


Kto nie myślał kiedyś, żeby połączyć tradycje związane z Bożym Narodzeniem oraz Nowym Rokiem? Palce w górę! Z perspektywy totalnego laowaia (jakim to mianem są określani obcokrajowcy w Chinach) mój pierwszy Chiński Nowy Rok wyglądał trochę jak kombo tych powyższych. Z jednej strony kolacja w rodzinnym gronie, wspólne biesiadowanie, raczenie się chińską wódką lub winem (temat alkoholi pozwolę sobie z czasem podsumować w osobnym poście, na tę chwilę tylko tyle: chińskie wódki śmierdzą. i są be. ale tylko te tańsze. Tutaj ma zastosowanie zasada stara jak świat - im cena wyższa, to tym trunek zacniejszy). Z drugiej strony natomiast - wyjście na miasto, wszechogarniające fajerwerki, których jest miliony, wystrzeliwują od godzin porannych (6.30 rano) do późnych nocnych (2-3 w nocy) a w dodatku   powodują takie zanieczyszczenie, że taksówkarz nie wiedział, gdzie skręcić (taka wielka mgła/smog).



Ale wracając do meritum. Jako że przytrafiła mi się przewspaniała, bombowa i niezapomniana możliwość spędzenia tego święta na chiński sposób, w chińskim rodzinnym gronie - od razu ucieszyłam się jak małe dziecko. Do kolacji zasiadło w sumie 10 osób.



1. Seler z wędzonym tofu - dobrze doprawione, nieco słone, ale soczyste
2. Kalmary z diabelsko ostrą papryką zieloną oraz chilli. Odpowiednie dla poszukiwaczy wrażeń
3. Ztego co się dowiedziałam, jest to wizytówkowa potrawa Nankinu - ponoć w żadnym innym miejscu się jej nie jada. Otóż są to nerki z łodygą bylicy. Wrażenia smakowe: ogólnie na plus, chociaż dla mnie nieco mdłe.
4. Kolejna potrawa z której słynie Nankin - kaczka po nankińsku (gotowana z wodzie z solą). Tak jak Pekin ma swoją kaczkę po pekińsku, tak i Nankin ma swoją
5. Jagnięcina z marchewką - jedna z najlepszych jakie jadłam w życiu! Mój faworyt 
6. Meduza na ostro - ogólnie spoko, chociaż bardzo zdziwiła mnie jej konsystencja. Wbrew pozorom trzeba  było użyć zębów do dokładnego pogryzienia, bo konsystencja podanej meduzy przypominała nieco chrząstki.
7. Makrodon żółtopłetwy
8. W chinach też lubią kiszonki! Tutaj tradycyjny "zgniły garnek" zawierający różne warzywa, również lotos, algi i . Pyszne (poniżej jedno zdjęcie tego smakołyku w przybliżeniu)
9. Sałatka ze stokrotki
10. Pędy bambusa z wieprzowiną - mój faworyt numer 2. Co ciekawe, tak się rozsmakowałam w bambusie, że to on właśnie stał się podstawą mojego menu
11. Plastry wołowiny
12. Kolejna odmiana selera z tofu
13. Wędzony karp. Uwaga na ości!
14. Na koniec prawdziwy rarytas. Z historią tego dania wiąże się dłuższa historia. Otóż pewnego dnia, będąc w Suzhou zobaczyłam jak je się prażynki ziemniaczane podsmażane na oleju razem z ryżem. Pomyślałam: spróbuję, czemu nie? Przyznam, ciekawe to było połączenie, na tyle jednak mi zasmakowało, że nałożyłam sobie dokładkę. Kilka tygodni później, rozmowa w kuchni w Nankinie:


Ja: Widzę, że też masz prażynki. Powiedz mi, czemu w Chinach je podsmażacie? Czy ma to jakieś wartości odżywcze?
On: Prażynki? To nie prażynki, ale wartości odżywcze zaświadczam, że ma.
Ja: Nie prażynki mówisz? W takim razie co?
On: SKÓRA ŚWINI
Ja: ...

Tak więc można ją nie tylko podpiekać, ale występuje jako składnik zup czy potrawek. Smacznego.





Z garści zwyczajów, które zdołałam się dowiedzieć: w czasie wigilii, a dokładniej w nocy Chińczycy obowiązkowo spożywają chińskie pierożki (jiaozi  饺子). Fonetyczna chińska wymowa przypomina trochę inne chińskie słowo, oznaczające zmiany. Dlatego też dla uszanowania zmian, serwuje się te danie. Czasami do nadzienia dodaje się pieniążek, a kto trafi na pierożka z nim w środku otrzyma w nowym roku szczególne łaski, pomyślność i wszystko co najlepsze.

W czasie Świąt nie można wynosić śmieci z domu, sprzątać, odkurzać - aby nie "wymieść" szczęścia z mieszkania. Króluje czerwony kolor, jako kolor pomyślności i dobrobytu. Co więcej, zaleca się tym bardziej noszenie bielizny w tym kolorze. Najlepiej przez cały rok.

Po zjedzeniu kolacji, udaliśmy się pooglądać fajerwerki. Co prawda było ich tyle, że aż ciężko było oddychać, aczkolwiek widoczki całkiem całkiem.



Następnie natrafiliśmy na kolejny obyczaj - palenie na ziemi właśnie czego? Złotka, które miało symbolizować sztabkę złota w kształcie buta. Do teraz rodziny czy to z okazji Chińskiego Nowego Roku czy też specjalnego święta 清明节 (Qingming Jie) praktykują tę tradycję? Dlaczego? - Chiński Nowy Rok z założenia jest świętem rodzinnym, który należy spędzać zarówno z członkami rodziny, jak i swoimi przodkami, którzy już odeszli. Dlatego też spalanie złotka ma symbolizować zapewnianie przodkom pomyślności oraz wystarczającej ilości bogactwa/pieniążków, aby mogli godnie wieść swoje życie w zaświatach. 

Z kolei 清明节 (Qingming Jie) jest tradycyjnym świętem zmarłych przypadającym na 106 dzień po przesileniu. Wtedy też, łącznie z innymi rytuałami, spala się aluminiowe (czasem też papierowe) pieniążki.



Prawdziwe triumfy i szczyty popularności w czasie Chińskiego Nowego Roku osiągają straganiki sprzedające... zdrapki. Ludzie wierzą w szczęśliwy traf, a dodatkowa siła nowego znaku, który przyświecać będzie kolejnemu rokowi, pozwala Chińczykom wierzyć w możliwości szybkiego zarobku.



 Wszystko, co się świeci w tę noc marzeń i dziwów, z pewnością prędzej czy później znajdzie swojego nabywcę.




Po przejściu kilku solidnych rundek wokół strategicznych punktów świętowania, udaliśmy się do świątyni, aby podejrzeć, jak religijna część Chińczyków organizuje sobie czas.



Rezultaty przeszły moje oczekiwania. Rzesze Chińczyków sączyły się przez wrota, płacąc przed wejściem należne 30 yuanów. W środku - tradycyjnie zapalano świece/kadzidełka/odprawiano modły do bóstw a to o  pieniążki, mądrość, albo (a nawet pokuszę się o stwierdzenie - przede wszystkim) o pomyślne zdanie egzaminów na studia swoich pociech.




12 komentarzy:

  1. Łaaał !!! Jestem głodna i prażynki też bym zjadła? Dania kolorowe apetycznie wyglądają czekam na ciekawy przepis z tofu i pędy bambusa z wieprzowiną. Bajeczny Nowy Rok, piękne miasto, opisy super!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm. Prażynki są dobre do momentu kiedy dowiadujemy się, z czego tak naprawdę chińska wersja jest wykonana:) Ale do odważnych świat należy, więc polecam spróbować:) Mam kilka przepisów w zanadrzu, więc prawdopodobnie prędzej czy później pojawią się na blogu:)

      Usuń
  2. Kolorowo i cudownie!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo jeszcze lepiej! Prawdziwa mieszanka, zarówno kiczu jak i pięknych iluminacji:) To trzeba zobaczyć na własne oczy!

      Usuń
  3. Łał! Wspaniały opis chińskich zwyczajów noworocznych! Więcej poproszę~! Oi, next time, więcej zdjęć fajerwerków ;D Na pewno Chińczycy mają Gandalfowe ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, jak jeszcze kiedyś będę w tym okresie w Chinach, postaram się być pilniejsza;) Gandalfowe, gumisiowe, smerfne i jeszcze wiele innych mają w zanadrzu. Niestety teraz trzeba uwierzyć mi na słowo^^

      Usuń
  4. Oj jak ja tęsknię za Szanghajem i chińskim jedzeniem - ostrygi zapiekane na grillu z czosnkiem i masłem prosto z ulicznych ze straganów, buny i parowane pierożki, fioletowy ryż na mleku w ramach deseru... I z tych bardziej wyczesanych: żabie udka w chilli.... I te wszystkie pikle! Patrzę na to Twoje zdjęcie i mi ślina kapie...

    Całkiem fajny blog się zapowiada. Jeśli możesz to zwiększ odrobinę czcionkę, żeby się lepiej czytało.
    Pozdrawiam, Asia z Halika

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za miłe słowa. Bądź co bądź, moim faworytem pozostają podsmażane bułeczki, aczkolwiek z rzeczy bardziej ekstremalnych próbowałam też żółwia, rekina, krew kaczki. Wszystko ok, oprócz tego ostatniego. Teraz przymierzam się powoli do śmierdzącego tofu, ale coś mi opornie idzie.

    Ok! Dzięki za radę. Już zabieram się do powiększania:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jadam zupę z żółwia - w restauracji, w której bywał ponoć towarzysz Mao :P
    Ale szału na mnie nie zrobiła - taki bardzo cienki rosół.
    Tofu - uwielbiam, ale bielutkie, delikatniutkie i najlepiej w Japonii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle że ja nie jadłam zupy, tylko kawałki mięsa serwowane na pancerzu:) Tofu - ok, tylko ponoć spróbowanie śmierdzącego jest ponoć nie lada wyczynem:)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Thank you! But it's just a tiny part of China!:) it's just so diverce, that's it's far beyond everyone's imagination!

      Usuń