środa, 16 kwietnia 2014

CHAPTER 12. CHINA. PEKIN. WANGFUJING I FOOD MARKET

Dzisiaj będzie trochę o tym, co lubimy najbardziej, czyli o jedzeniu:) Jak pewnie zdajecie sobie sprawę, kuchnia chińska jest całkowicie różna od tej, którą mamy we własnym kraju. Pewnie ktoś z Was myśli - ale przecież u nas też są chińskie knajpki. Cóż - po prawdzie muszę niestety przyznać, że nasze chińskie knajpki nijak się mają do rzeczywistych chińskich potraw, gdyż posiłki w nich przygotowane są pod nasze a nie chińskie gusta smakowe.

Ręka w górę, kto słyszał o słynnej pekińskiej ulicy Wanfujing i przylegającym targu? Targ ten, znany pod angielską nazwą food market, jest istną ulicą cudów i dziwów. W tym zakątków każdy spragniony wrażeń turysta/podróżnik/smakosz może spróbować najdziwniejszych przekąsek na świecie. Nie wierzycie? - skorpiony, rozgwiazdy, szarańcze, pająki, śmierdzące (zielone) tofu i malutkie kaczuszki z głowami to tylko początek historii.

Kiedy przekroczyłam magiczną bramę, moim oczom ukazał się kompletnie nieznany świat a wszystko w dość tanich cenach. Mówię dość tanich, gdyż ze względu na popularność tego miejsca, ceny są nieco wyższe - i tak na przykład można skosztować rozgwiazdę za 10 kuai (5zł) czy skorpiona bodajże za 20 kuai (10 złotych). Ja zdecydowałam się właśnie na rozgwiazdę, gdyż pomimo moich najlepszych chęci trochę mnie przerosło spróbowanie czegoś bardziej ekstremalnego.

W Chinach uważa się, że mieszkańcy Kantonu to są dopiero prawdziwi smakosze i kucharze w jednym. Otóż przyjmuje się, że potrafią oni zjeść i przyrządzić wszystko. Jeżeli Kantończyk popatrzy w niebo, to nie pyta się, co to za ptak, tylko już myśli jak go przyrządzić. Ponoć potrafią zjeść wszystko co lata oprócz samolotu. 



Jak dojechać do tego magicznego miejsca (food market)? 
Wsiadajcie w linię numer 1 i wysiądźcie na przystanku: Wangfujing Stop 
wstęp darmowy



15 komentarzy:

  1. Świetne zdjęcia. Zwłaszcza mnie te kolorowe pierogi zainteresowały :D. Nigdy takiego czegoś nie widziałem. Co najbardziej egzotycznego próbowałaś? Ja nie dałem rady wciągnąć żadnego owada więc zdecydowałem się na szaszłyka z psa. Zresztą chyba na pierwszym zdjęciu w lewym dolnym leży jakiś burek:)
    Pozdrawiam. Wojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Pierogów już nie próbowałam, bo się najadłam kasztanami jak tam była. Wiem, nie za oryginalnie, ale na moje usprawiedliwienie dodam, że zjadłam tę rozgwiazdę, co jest na ostatnim zdjęciu. Moje wrażenia? Cóż, jak dla mnie była obrzydliwa, ale z opowiadań znajomych wynika, że szarańcza i skorpion całkiem całkiem. Z innych dziwnych potraw, jakie próbowałam, to mięso z żółwia, skóra świni (oszukali mnie "przyjaciele" i skosztowałam, nie wiedząc nawet z czym się borykam). Wydaje mi się też, że raz zjadłam prawdopodobnie mięso z myszy/szczura, bo kupiłam mięsny szaszłyk w nocy w Szanghaju - był strasznie ostro przyprawiony, nie widać było co to, ale smak - potworny. bleeee. wciąż to pamiętam...
      Szaszłyk z psa??? I jak smakowało? Szczerze powiedziawszy jestem nim żywo zainteresowana. Co więcej słyszałam, że w Korei na porządku dziennym jest jego spożywanie:)

      Usuń
  2. Byłam byłam! Napatrzyłam się, porobiłam fotki i... zdecydowałam się na owoce na patyku xD' Jednak to były pierwsze dni w Chinach, więc na takie dziwne rzeczy nie byłam przygotowana :p Może w tym roku się na coś skuszę hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przynajmniej obyło się bez późniejszych "rewolucji" ;):)

      Usuń
  3. Uwielbiam azjatyckie żarełko uliczne! Poza skorpionem (którego zjedzenie musiałabym przemyśleć), pochłonęłabym wszystko z Twoich zdjęć. A już najchętniej krewety i mule i to coś a la buny/pierożki w koszyczkach do parowania...
    Świetne zdjęcia (zdjęcia jedzenia w sumie zawsze są świetne) i fajny tekst. Pozdrawiam!

    Tja, chińskie jedzenie w Polsce - nie dość, że przygotowane pod nasze gusta smakowe (na dodatek z mieszanki mrożonek Hortexu), to jeszcze zazwyczaj przez Wietnamczyków... Eh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie co do skorpiona - oni nabijają go ŻYWCEM na patyk. Biedak:(

      Usuń
  4. czy ja dobrze widze koniki morskie? nie mam oporow przeciwko probowaniu (no procz pajakow, tamte to spalic i zakopac :D), ale wciaz mam znak o ochronie konikow przed oczami. a jak rozgwiazda smakowala?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę, że jesteś ode mnie znacznie odważniejsza w kwestii żywieniowych. Oprócz pająków jest tam jeszcze sporo pozycji, których nie odważę się (na razie) włożyć do ust. Niestety z konikami masz rację, można je tam kupić i zjeść.
      Rozgwiazda była przeokropna. Nie polecam.

      Usuń
  5. Pająki i skorpiony brrr! Zdjęcia super, piękne kolory pobudzają apetyt. Zjadłabym co nieco :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ola, co ta u Ciebie? Bo juz dawno nie bylo znaku zycia :P
    btw, zapraszam na post i galerie zdjec z targu rybnego w Tokio (tak a propos tematu Twojego postu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wszystko ok, dziękuję:) Ja tutaj siedzę sobie i próbuję wrzucić kolejny post, jednakże strona do zarządzania blogiem mi się nie otwiera - kolejne ograniczenie internetowe w Chinach. Jak mam tylko możliwość wrzucenia czegoś, to staram się to zrobić. W ostatnich dniach jednakże jest to jednak niemożliwe:(
      Już zabieram się za przeglądanie Twojego wpisu:)

      Usuń
    2. Ola, żyjesz??
      Jak byliśmy w Chinach, to też trzeba było walczyć z ograniczeniami. Ale Kondi coś tam "naprawił" i wszystko ostatecznie działało :P

      Usuń
    3. Żyję, ale obawiam się, że posty dokończę dopiero, jak wrócę do Pl, gdyż "za Chiny" nie mogę załadować strony odpowiedzialnej za wrzucanie/tworzenie itp postów. Próbowałam coś naprawić, niestety bezskutecznie:) Ot, życie:)

      Usuń
  7. Ja bym chyba skusiła się tylko na owoce :P

    OdpowiedzUsuń