wtorek, 29 lipca 2014

CHAPTER 15. CHINA. #FOODPORN



Hej ho! Hej ho! Miało być co prawda o Suzhou i trochę o projekcie z AIESEC, w którym tam uczestniczyłam, ale myślę, że warto Wam przedstawić nieco więcej kuchni chińskiej i jej potraw, zanim udamy się w dalszą podróż na południe;) Razem ze znajomymi mieliśmy wówczas nieco czasu wolnego, więc co lepszego robić, jak celebrować chwilę i próbować różnistych potraw? Co prawda znikały one z talerza z prędkością światła, stąd uchwyciłam zaledwie kilka dań, ale mam nadzieję, że nie przeszkodzi nam to w pokazie.


Na pierwszy zdjęciu możemy zobaczyć różniste baozi, w większości z nadzieniem słodkim, wykonanym z czerwonej fasoli. Jak dla mnie baozi przypominają nieco w smaku czeskie knedle, tylko tyle, że bez nadzienia. Natomiast ten mały pierożek, który możecie zobaczyć po prawej stronie talerza jest wykonany z mąki ryżowej (dlatego możecie zobaczyć wnętrze), a nadzienie jest pastą krewetkową, którą uwielbiam!
Hey, hey! In the last post I mentioned that since now on we are going to the South of China, to Suzhou to be precise, because it was the place where I participated in an AIESEC project. On the other hand just when I was preparing to write a post about Suzhou, I found a bunch of the pictures with Chinese food on them. So I changed my mind really quickly, maybe because I was quite hungry when I was thinking about the post. Anyway, there is not so many dishes in here, because we were eating with the speed comparable to the speed of the light but I captured as many dishes as possible.

On the first picture we can see diffrent kinds of baozi, in general they have a sweet filling made from the red beans. Personally I think they taste a little bit as Czech bread dumplings. Do you see this small dumpling on the right side? It's made from the rice flour and has a filling made from prawns. Delicious!


Tak naprawdę, to dopiero w Chinach polubiłam się z krewetkami i małżami. W Polsce ilekroć ich próbowałam, to albo wydawały mi się nieświeże, albo nie wiedziałam, jak je zjeść... słowem nie były moimi faworytami. Natomiast w Chinach, w związku, że studiowałam w Qinhuangdao - nadmorskim mieści, wszelakich glonów i owoców morza było w bród. W dodatku w śmiesznych cenach, co tym bardziej skłoniło mnie do próbowania, eksperymentowania i w większości przypadków (wyjątki się zdarzały, a jakże!) doceniania kuchni chińskiej.Honestly it was in China when I finally liked eating prawns and mussels. I don't know why by everytime I was trying them in Poland they seemed to be neither fresh nor did I know how to eat them. Briefly, they weren't my favs. However in China, because of the fact that I was studying in the coastal city - Qinhuangdao - there were myriad kinds of seaweed and seafood. Another advantage of the situation was that they were ridiculously cheap, so this and that made me experiment with them.
Tutaj po lewej stronie - osławione krewetki, natomiast w oddali, po prawej - prawdziwy rarytas - kurczak w sosie słodko - ostrym. Widzicie tę niewinnie wyglądającą papryczkę na prawym talerzu - nie dajcie się zwieźć, jest piekielnie ostra. Ale jeżeli lubicie takie smaczki i lubicie ziać ogniem niczym Smok Wawelski, możecie spróbować. Jedna uwaga, w razie ziania ratujemy się wyłącznie wodą lub piwem, gdyż jogurtów tam nie ma (mowa o restauracji).Here on the left side we can see famous prawns and on the right side, just behind the prawns the king of the kings, ladies and gentlemen - chicken in a sweet&spicy sauce. Do you see this innocent-looking green pepper on the right plate? Don't let be fooled by the picture, it's dreadfully spicy. But if you like eating spicy food or you like being a dragon breathing fire for a while, go for it and try it. One small suggestion: when you need a help with the fire in your mouth, keep in mind that there is only water or beer available, no yoghurts or cream (speaking about the situation in a Chinese restaurant).
Klasyczny chiński deser - jednak w mojej opinii wciąż pozostaje nieco egzotyczny. Co tutaj mamy? - pitaja (co ciekawe, tak naprawdę występuje ona w dwóch odmianach - jedna ma biały miąższ, druga - czerwony. Pitaja z czerwonym miąższem jest droższa, ciekawe czemu. Ja nie odróżniam ich w smaku.
Acha, zapomniałabym - pitaja ma mało wyrazisty smak, dlatego lepiej jadać ją, po uprzednim schłodzeniu w lodówce), czerwone i zielone fasolki polane sosem z mango. A pod spodem, w miejscu niewidocznym dla oka - kostki lodu. Całość niewyobrażalnie słodka, ale też bardzo ochładzająca, szczególnie w upalne dni.
Classical Chinese dessert - but in my opinion it's still a bit exotic. What do we have in here? - dragon fruit (what's interesting, in fact there are 2 types of this fruit - the one with the white pulp and the one with the red one. Dragon fruit with the red pulp is more expensive, gods know why. When I tried them both, I didn't see the difference. Aww, I have almost forgotten - dragon fruit has rather delicate taste, so it's better to eat it after cooling it down in a fridge), red and green beans topped with mango sauce. Under everything, in the invisible place there's a lot of ice cubes. Desert is extremely sweet but still, it's great during these summer and hot days.
W Chinach spożywa się bardzo dużo jajek. Jajko w zupie, jajko w pomidorami, jajko stuletnie, wyglądające jak czarna galaretka - to tylko wstęp. Chińczycy bardzo lubią też jajka zamiast masy w cieście itd. (możliwe, że dlatego, iż w Chinach generalnie nie używa się masła, więc jak tu zrobić dobrą masę bez masła!) oraz na ciastkach. Swoją drogą zawsze wydawało mi się, że ciastko przedstawione powyżej jest narodowym specjałem Portugalii. Może ktoś, kto był, rozwieje moje wątpliwości, gdyż Chińczycy niemal traktują je jako ich dobro narodowe.In China people generally eat a lot of eggs. Egg in a soup, eggs with tomatoes, century egg - that's only the beginning. Chinese people appreciate eggs as a substitute of the sweet cream in the cakes or over the biscuits as we can see on the pic (maybe it's because in China there is a problem with finding a butter, so now we have a problem -  how to make a great cream without the butter!). Speaking of, I have always been thinking that this kind of biscuit showed above is popular and comes from Portugal. Maybe you, Dear Reader are so nice and try to clarify it for me, because Chinese people treats it as their own national treasure.
Na koniec - ciasta. Jak już wspomniałam, w Chinach nie stosuje się masła, więc wszystkie masy bardziej przypominają bitą śmietanę niż porządnie ubitą masę. Niemniej zjadliwe, chociaż umywają się przy europejskich tortach. Na obrazku możecie też zobaczyć pianki w masie czekoladowej - można powiedzieć - nic specjalnego. Dobra, dobra, teraz news: zamiast pianek też są pomidorki koktajlowe... Tak, w Chinach pomidorki koktajlowe to owoce i je się je na słodko. W innej wersji na przykład ze słodkim majonezem. And finally - the cakes. As I have already mentioned, in China we don't use butter, so most of the creams are closer to the whipped cream. So it's easy to guess that I prefer European cakes. On the picture you can also notice foams in the chocolate mass. Naaah - you can say - nothing special. Ok, ok, let me finish first - sometimes instead of foams they eat cherry tomatoes covered with the chocolate. In China cherry tomatoes are treated as fruits. Another sweet version of cherry tomatoes - eating them with the sweet mayonnaise.




Ahoy!


3 komentarze:

  1. Oleńko, pobudzasz moje kupki smakowe i czuję sie baaaaaaardzo głodna. Pychotka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko wygląda bardzo apetycznie XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze Ci się kojarzy, bo baozi robi się dokładnie z tego samego ciasta, co czeskie knedliki :)
    Ja najbardziej lubię te "dyniowe" - chociaż w sumie smakują jak każde inne, to ten kształ i kolor jest dla mnie jakiś wyjątkowo kuszący! :)
    Głoooooooodnam!

    OdpowiedzUsuń