poniedziałek, 27 października 2014

CHAPTER 21. CHINA. TARG, CHIŃSKI TARG




Cześć! Piszę właśnie post z wyprawy do Szandongu i przypomniało mi się, że jak byłam w Szanghaju to obfotografowałam jeden z licznych targów, żeby podzielić się z Wami wrażeniami. 


Pewnie tak jak i Wy (mam nadzieję, że nie jestem w tym odosobniona), uwielbiam targi. A te staroci, to już nawet ze wzajemnością, bo ilekroć się na taki wybieram, to zawsze wracam z perełką. Dobra, koniec dygresji, przejdźmy do żarcia. 

Dlaczego azjatyckie targi są tak kuszące? Są jak wyspa skarbów - tyle ile nowych odmian sałat tam widziałam, to nawet arabski szejk by nie zliczył. I najlepsze jest to, że jak zapytasz Chińczyka, jaki to rodzaj sałaty, nie tylko odpowie rzeczowo, ale też dorobi do tego całą zdrowotną teorię, opartą na zasadach medycyny chińskiej.



Mówiąc o dziwach i cudach w Chinach, nie powinno Was zdziwić, że kiedy o 7.30 rano przemierzacie dziarskim krokiem kampus i przechodzicie przez trawiasty skwerek, Chinki - najczęściej żonki pracowników - dziarsko wykopują poszczególne gatunki trawy.

Na moje pytanie, dlaczego to robią, odpowiedziały ze stoickim spokojem, że to nie jest wcale zwykła trawa (ach, Ty Europejczyku - ignorancie), tylko zioła, które działają na to i owo. Hm. Dla mnie to wciąż wyglądało jak trawa. 

Wracając do targów - znajdziesz tam wszystko, od miliona odmian sałat, warzyw i owoców w ogóle, świeżego mięsa (przechowywanego zarówno w lodówkach, jak też na drewnianych deskach na, że tak to ujmę, świeżym powietrzu. Cały dzień.), batoników, napojów itp.

Plusem ich jest to, że zawsze można się targować. Moja taktyka? - idziesz do jednego stanowiska i mówisz, że dasz za to tyle i tyle. Potem idziesz do kolejnego i z prawdziwym poker face'm mówisz tańszą cenę, uparcie twierdząc, że w poprzednim miejscu cena była dużo niższa. I tak w kółko. Ogólnie można się nieźle przy tym bawić, doskonaląc język w międzyczasie. O walorach kulturowych już nie wspomnę.




Do zobaczenia wkrótce!
Ola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz