sobota, 8 listopada 2014

CHAPTER 22. CHINA. A W KOCIOŁKU PANORAMIXA... HERBATA!



Dzisiaj słów kilka o herbacie. Sprawa z herbatą jest o tyle zawiła, że każdy ją widział/pił, nie każdy się na niej zna. Bo po prawdzie herbaty - śrutówki, jak nazywam te w saszetkach, nijak się mają do tych liściastych.

Ok, no to tyle słowem wstępu. Teraz przechodzimy do klasyfikacji - oczywiście w ujęciu chińskim.

Otóż na północy Chin pije się zazwyczaj herbaty kwiatowe, np. z chryzantemy, niezapominajki, róży itp. Naprawdę można natrafić na mnóstwo kwiatów, do tego w śmiesznie niskich cenach - około  2-5 złotych za sporą paczkę.

Na południu Chin z kolei pije się głównie herbatę zieloną. Największe, najsłynniejsze i najdroższe uprawy pochodzą z okolic Hangzhou i Suzhou, i pewnie Yunnanu, chociaż tam nie byłam, ale słyszałam garść opowieści. Według medycyny chińskiej herbata zielona ma działanie ochładzające i w związku z tym, że na południu Chin klimat jest zdecydowanie cieplejszy, Chińczycy zwykli sięgać właśnie po ten rodzaj herbaty.



Oprócz bijącej rekordy popularności zielonej herbaty, bardzo popularna jest także herbata czerwona oraz wulong. 

Pewnie zapytacie skąd czerwona? - Ogólnie rzecz biorąc, jest to nasza czarna herbata, a kolor czerwony bierze się stąd, że, wg. Chińczyków, po dłuższym wpatrywaniu się w nią zauważymy pobłysk czerwieni. Ot, cała logika.


I jeszcze wulong - czyli prosto mówiąc - połowa liści należy do herbaty zielonej, połowa do herbaty czerwonej.


Moim faworytem jest herbata zielona, a szczególnie mogę Wam polecić 龙井茶, Longjing tea.Co w niej takiego specjalnego? - przede wszystkim liście są bardzo młode, a jak wiadomo, im młodsze liście, tym herbata lepsza. Po odpowiednich rytuałach, których zapamiętaniu mój ograniczony umysł nie mógł sprostać, wrzuca się je do wielkiego, bodajże żeliwnego, rozgarzanego do czerwoności garnca, i ręcznie miesza. Cały proces jest długotrwały, jednakże w efekcie mamy młode listeczki sprasowane jakby od żelazka, które potem w szklance, bo zaparzeniu herbaty (pamiętajcie, w maksymalnie 80 stopniach), pięknie się otwierają.

Co do wariacji w Chinach często piłam specjalną miksturę, polecaną przez najtęższe mózgi skomplikowanej sztuki herbacianej.

Plan działania:

1. Przygotowujemy koniecznie szklaną, przezroczystą szklankę. W zanadrzu mamy przygotowaną przegotowaną (najlepiej mineralną) wodę o temperaturze 80 stopni, pół łyżeczki sypkiej herbaty Longjing, łyżeczkę herbaty owocowej - ja zawsze wybieram niezapominajki, które są moimi ulubionymi kwiatami, oraz kilka owoców goji (które swoją drogą w Chinach są śmiesznie tanie).

2. Wsypujemy zieloną herbatę do szklanki i zalewamy wodą do poziomu 3/4, po czym odczekujemy minutę.

3. Wsypujemy herbatę owocową i zalewamy odrobiną wody.

4. Dodajemy 2-3 owoce goji.

Co daje taka herbata - przede wszystkim przepiękne wrażenia estetyczne (niezapominajki unoszą się na powierzchni, tworząc fioletową otoczkę, na dole szklanki mamy zieloną herbatę, a gdzieś pomiędzy migotają czerwono-pomarańczowe owoce goji), to również zdrowotne w skumulowanej wersji 3w1 (zielona herbata+owocowa herbata+owoce goji).

P.S. Z lekcji kultury chińskiej dowiedziałam się, że w dawnych czasach, jeżeli Chińcycy przesadzili na imprezce z alko, to na drugi dzień raczyli się niewyobrażalnie gorzką herbatą. Ponoć w szlance, dajmy na to, 250 ml, 1/3 lub więcej mają stanowić liście herbaty. Osobiście raz spróbowałam tego wynalazku i przyznaję im rację - od razu stawia na nogi.


Pa!
Ola

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy tekst. Brakuje mi tylko zdjęcia tej herbaty z niezapominajkami, którą parzysz. Chciałabym to zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się mój zapas niestety skończył, ale mogę poprosić mamę, żeby zrobiła zdjecie herbaty przygotowanej w sposób opisany powyżej:)

      Usuń
  2. To prawda, przepyszna jest herbata z kwiatem niezapominajki z owocami. W domu korzystamy z Twoich rad , Całuski:)

    OdpowiedzUsuń