wtorek, 21 kwietnia 2015

CHAPTER 25. CHINA. SZANDOŃSKIE KUCHCIKI ZDRADZAJĄ SEKRET




Nie uwierzę nikomu, kto mówi, że jeść nie lubi. W dzisiejszych czasach zazwyczaj nie jemy, bo musimy, tylko jemy, bo chcemy. Swoją drogą prowadzi to wielu chorób, bo wszystko jest wyborne. Ja szczególnym sentymentem darzę chińską kuchnię głównie z 2 prowincji - Jiangsu or Shandong. O Jiangsu pisałam już wcześniej, dzisiaj natomiast chciałabym skupić się na prowinji Konfucjusza.
Tak naprawdę, to kuchnia Shandongu zalicza się do wielkiej czwórki chińskich smaków. Warto wspomnieć, że tak naprawdę wszelkie kuchnie północy - pekińska, tianjińska itp. mają swój początek właśnie w Shandongu.
Shandong, z Qingdao i Jinanem, umiejscowiony jest na wschodnim wybrzeżu Chin, stąd w diecie tubylca dominować będą owoce morza oraz ryby. Dużym zainteresowaniem cieszą się strzykwy, krewetki, małże oraz kalmary

Tak bardzo je lubię - smażone pierożki posypane czarnym sezamem. Dopiero w Chinach odkryłam jego magiczne właściwości. W medycynie chińskiej uważa się, że w dużo większym stopniu wpływa na skórę, wzmacnia i poprawia pigmentację włosów oraz zapobiega przedwczesnemu siwieniu (głównie ze względu na dużą zawartość miedzi).
Coś słodkiego na deser - niech nie zwiedzie Was wygląd, to nie jest żaden nabiał wokół owoców! :)
Znany w całych Chinach - ziemniak jako niekończący się chips na patyku!

Czołem!

Ola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz